Dzień po dniu, czyli wymiana młodzieży po galindzku / Day after day - the youth exchange in Galinds’ style

Aleksandra Lemańska, Monika Ożga

DZIEŃ 1 pl

Kierunek Polska! Nasi zagraniczni uczestnicy nie spodziewali się, że na lotnisku powitają ich postacie w niecodziennych przebraniach. Jednym uśmiech nie zszedł z twarzy, inni mieli mniej tęgie miny, jednak byli tacy, co sami postanowili się przebrać! Kiedy jedni witali gości w Warszawie, drudzy załadowani tak, że już bardziej się nie dało, jechali prosto do Iznoty, aby przygotować powitanie z pochodniami, porwaniem i „smacznymi” zadaniami. Aby wykupić jeńców z rąk Galindów, przybysze musieli zjeść nie chleb i sól, ale cytrynę i kiszonego ogórka! Z wrażenia przez resztę wieczoru uczyli się prawidłowej wymowy swoich imion, co łatwe się nie okazało!

DAY 1 uk

Direction: Poland! Our foreign participants are not expected to be welcomed at the airportby characters in unusual costumes. Smile did not leave someone’s’ face, others had less stout mines, but there were some who decided to get changed their clothes! While some of us welcomed the guests in Warsaw , others - loaded so that even more they could not be – were drivibg straight to Iznota to prepare a greeting show with torches, kidnapping and "delicious " tasks. To redeem captives from the hands of Galinds, newcomers have to eat no bread and salt, but a piece of lemon and pickled cucumbers! Under the impression of the evening they learned the correct pronunciation of our names, which was not so easy !

belka_dol2
Facebook
YouTube